czwartek, 15 grudnia 2016

"I am dreaming ..."

Kolejny słoneczny poranek.
Słońce jak co dzień wślizgnęło się do mojej sypialni wraz z głośnymi piskami moich pociech.
Wskoczyły do mojego łóżka i przykryły się kołdrą tuląc się mocno do mnie.
Wreszcie nadszedł ten dzień tak bardzo upragniony przez moje dziewczyny,obiecałam im,że zabiorę je do centrum handlowego,stanę w tej okropnie długiej kolejce i prawdopodobnie spędzę tak cały dzień stojąc w kolejce.

  Świetnie.
Zazwyczaj tą częścią zajmował się mój mąż,ale dzisiaj miał dodatkowe trasy i musiał zostać w pracy.
No cóż.
Trzeba wstać,zjeść śniadanie i jechać,nie chcę wracać do domu zbyt późno.

  Dobrze,że jeszcze nie jest tak tłoczno,żeby nie było za długiej kolejki,bo czekają mnie jeszcze zakupy a dzień jest taki słoneczny i parny,że chyba nikt nie ma ochoty spędzać go w centrum handlowym.
Miałam rację kolejka jeszcze jest mała,zastanawia mnie zawsze w tym dniu pewna rzecz...,no ale to nie mój problem tylko reniferów.
Jedna rzecz odhaczona jeszcze tylko parę produktów na obiad i możemy wracać.

  Już się zaczynają korkować ulice.
Otwieram okno i pozwalam,aby promienie słońca ciepło pieściły moją skórę.
Zakładam słoneczne okulary,włączam świąteczną muzykę i pomału,posuwając się żółwim tempem dojeżdżamy do domu.

  Obiad podgrzewa się w piekarniku,dziewczynki jeszcze dekorują choinkę,tutaj,w kraju palm.
Nakrywam biały obrus,kładę sianko pod talerz i spoglądam z nadzieją w niebo szukając pierwszej gwiazdki. 

Z adapteru sączy się ta tak dobrze mi znana piosenka,a z nią kolejne łzy spływają po policzkach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz